Urlop w Polsce- odczucia

10/05/2017

  Pracując stacjonarnie i to na pełnym etacie, ciężko jest regularnie blogować. Niby ten sam czas pracy, niby chęci te same ale czas w UK płynie znacznie szybciej. Kiedy myślę, że nie pisałam dla Was tydzień, tak na prawdę mija 3 tygodnie. Jest mi z tego powodu przykro, ale blog to moje hobby, moja mała pasja, nie przymus. Dlatego tez nigdy nie będę pisała dla Was z potrzeby wyświetleń, a niżeli potrzeby serca.


  Sobie oczywiście obiecałam, że napisze nową relacje z UK jak tylko przylecimy z Polski. Jednak potrzeba serca znalazła się w samolocie, który kursował w stronę Polski.

  O czym chce napisać? O tym, co czułam na kilka dni przed wylotem. Na początku mimo, że cieszyłam się na wylot to nie do końca chciałam by się odbył. Wizzair skrócił nam pobyt o 2 dni, to starczyło by nasze plany legły w gruzach. Gdy pomyślałam z iloma osobami chce się zobaczyć to głowa mnie rozbolała... przecież mamy na to raptem 5 dni! Oczywiście trzeba 2 dni odjąć na ślub i wesele naszych przyjaciół. Czyli 3 dni na odwiedzenie najbliższych nam osób. Dobijał mnie fakt, że każda godzina odwiedzin to kolejna godzina pożegnania, która będzie cięższa niż ta w Sierpniu. Pytacie dlaczego?? Już wam odpowiadam.

  Gdy podjęliśmy decyzje o przeprowadzce to w naszych głowach pojawiało się zdanie "Ahoj przygodo", teraz pojawia się "Żegnaj rodzino na kolejne 3 miesiące". Tęsknie i to cholernie, nie to, że nie podoba mi się w Anglii, czy tam praca nie pasuje. Wszystko tu, w UK jest w jak najlepszym porządku ale czegoś brak.

  Nie pisałam wam, ale jak podjęliśmy decyzje o wylocie to nie byliśmy do końca poinformowani o trudnościach jakie są związane z sprowadzaniem zwierząt. Teraz natomiast wiemy, że o wiele dłużej zastanawialibyśmy się nad przeprowadzką. Niby pies, niby jest z nami 2 lata, ale to zawsze ona czekała w pustym mieszkaniu. Teraz nie czeka nikt i żadne pieniądze nie są w stanie mi tego wynagrodzić, no chyba że pieniądze na własny dom 😉


  Dziś w drodze na lotnisko, zastanawiałam się co zrobić, co zrobić z swoim życiem, a konkretnie co zrobić by mieć jednocześnie byt na poziomie jak i rodzinę na wyciągnięcie reki. Nie wymyśliłam nic. Czy wiec rodzina jest u nas na drugim planie? Myślę, że nie ale człowiek musi czasami postąpić samolubnie. Póki nasi najbliżsi są w pełni zdrowi, potrafią żyć samodzielnie, możemy pomyśleć o sobie.

  Tylko krowa zdania nie zmienia. Dwa, ba rok temu nigdy bym nie pomyślała o wyjeździe, o pozostawieniu rodziny. Ślub wszystko zmienił, od tej pory na pierwszym miejscu jest Rafał i to o nas samych trzeba teraz myśleć. Dobrze, że mam jego... on jest moim oparciem.


  Macie jakieś sposoby na takie małe depresje przed urlopowe ? Jestem w tych sprawach totalnym świeżakiem. Przed przylotem do Polski płakałam dziś 3 razy, a wisienkę na torcie dołożył opóźniony lot o dwie godziny. Jestem stanowczo za wrażliwa. Jakbym mogła to swoim dzisiejszym uczuciom dałabym unlike.

  Mam tylko nadzieje, że po wylądowaniu (bo oczywiście pisze do was w locie) moje uczucia zamienią się w te pozytywne, że spędzę na maksa szczęśliwy czas z rodziną, a na ślubie będę w pełni skupiona na parze młodej, a wesele przeżyje najradośniej jak się da, w końcu wraz z Rafałem mamy zaszczyt pełnić role drużbów.

  Ale o tych uczuciach przeczytacie jak wrócimy.

Pozdrawiam N.

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Podziwiam Was, że zdecydowaliście się na wyjazd. Trzeba mieć w sobie ogromną determinację. Niestety u nas w kraju to żeby mieć własne M to albo kredyt albo wyjazd za granicę..

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi na tęsknotę pomogło paradkosalnie, nie jeżdżenie do Polski tak często. Też latałam co 2-3 miesiące, ale uświadomiłam sobie, że to mnie tylko dobija. Nie miałam urlopu na nic innego, na wakacje, bo ciągle jeździłam do Polski. Dopiero kiedy zmieniło się moje nastawienie, że tutaj jest mój dom, moja Miłość. I teraz do Polski jadę nie do domu, tylko w odwiedziny, jest dużo lepiej, cieszę się na wyjazd i mam na to siłę, bo jak jeździłam na kilka dni, co 3 miesiące, było to okropnie męczące, nigdy nie mogłam wypocząć. Teraz nie byłam już w Polsce od marca (?) i jest mi z tym dobrze. Zatęskniłam za siostrą, więc w przypływie tęsknoty kupiłam bilet i lecę do niej niedługo i lecę tylko i wyłącznie do niej. Spędzam czas tylko z nią, może to samolubne nie wiem, ale to jest dobre dla mnie. Na Waszym miejscu nie brała bym tutaj psa, bardzo ciężko znaleźć jest mieszkanie gdzie patrzą przychylnie na zwierzęta. Nigdy nie wiecie gdzie Was los rzuci za pół roku, za dwa lata, czy wtedy będziesz mieć serce odesłać psiaka do Polski? To tylko moje zdanie:)
    Pozdrawiam Was ze słonecznego Uxbridge.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam jak przyjechałam do męża do Anglii, gdy studiowalam jeszcze z Polsce i latalam tylko na sesję, jednak wiedziałam, że niedługo wrócę do domu. Po obronie jak siostra odwiozla mnie na lotnisko nie mogłam powstrzymac lez, chociaż jestem dosyć twarda. Wtedy poczulam, że już wyjeżdżam na stałe, nie wiem kiedy następnym razem odwiedzę rodzinę, znajomych. Ogólnie bardzo bardzo tęsknię za rodzina i znajomymi, chociaż tutaj w Anglii też mam sporo rodziny. Jeśli chodzi o urlopy z Polsce to jak na razie udawało się 2-3 razy do roku przez 3 lata i za każdym razem jak wracam to jest mi bardzo smutno, ale przechodzi po tygodniu, później się przyzwyczajam. Czasem znów szkoda mi jechać do Polski bo chcemy też troche podróżować, a urlopu brak. Chciałabym wrócić do Polski, ale wydaje mi się z czasem, że już nie tęsknię za Polska tylko za rodzina i przyjaciółmi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmm... mieszkam na Bawarii od niecałego roku. Pojechałam za mężem, który jest dla mnie najważniejszy. Mamy wielu przyjaciół. Nasze życie w Polsce to jeden wielki bieg od jednych do drugich. Lubiłam to życie. Kochałam je. Tęsknie za nim. Bardzo. Ale, tu mamy spokojniejsze życie jeśli chodzi o przyszłość. Planujemy tu zostać jakiś czas. Kiedyś nigdy bym się nie zdecydowała na wyjazd. Jak Wy, ze względy na rodzine. Ale wiecie co, wyjazd pokazał mi, ile mam wspaniałych ludzi w życiu. Rodzina i co najważniejsze przyjaciele tęsknią za nami. Z wielka wzajemnością. Gdy jesteśmy w Polsce, każdy chce się spotkać. Oczywiście czasu nie ma za dużo, ale dla mnie jest to cudowne, ze każdy dzwoni i chce nas zobaczy. To udowodniło mi, ile my znaczymy dla naszych przyjaciół i rodziny. Cieszę się, ze mamy do kogo wracać. Ze ktoś na nas czeka. Dopiero wyjazd mi to uświadomił jak bardzo jesteśmy potrzebni. Dlatego kochani, za każdym razem kiedy smutno i zle, to płaczcie. Wtedy jest lepiej. A zaraz po, pomyślcie ile ludzi na Was w Polsce czeka ! To jest warte wszystkiego. Mam nadziej, ze choć trochę pomogłam :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Myśle, ze te małe depresje miną za jakiś czas. Wyszliście oboje ze swojej strefy komfortu i jeszcze się nie przyzwyczaiłaś do nowej sytuacji. Ale z każdym dniem będzie lepiej. Mieszkam z chłopakiem w Holandii, jesteśmy kierowcami międzynarodowymi, wiec stosunkowo rzadko jesteśmy w Polsce. Czasami czuje, że mieszkamy na innym kontynencie :) ale daję radę! I my również, podobnie jak wy, musieliśmy psa zostawić w Polsce :( ale niestety nie mamy możliwości mieć jej Przy sobie ze względu na pracę.
    Niemniej jednak trzeba szukać w każdym dniu coś pozytywnego, a chandra minie :) wierz mi. Mimo, ze ukochanego mam przy sobie to tęsknie za rodzina i jest to zupełnie normalne :) czasem jest lżej jak człowiek popłacze z tęsknoty.
    Zycze duuuuzo szczęścia i powodzenia oraz uśmiechu na twarzy :) ❤️ Czytam bloga, obserwuje Instagram i kibicuje Wam z całych sił! ������������

    OdpowiedzUsuń

Polub nas na Facebook