Wyjazd do Anglii- pożegnanie z bliskimi

8/13/2017

  Cały ten wyjazd do nas nie docierał, niby dni leciały jak oszalałe, niby wszystkie sprawy w Polsce zostały zamknięte, ale jednak nasze uczucia były dość obojętne. Mowa tutaj o ostatnim tygodniu życia w naszym kraju. Czasem tak człowiek już ma, że nie wierzy w to co zrobił, lub dopiero zrobi.


  Pożegnanie z najbliższa rodziną zostawiliśmy na ostatni dzień, czyli poniedziałek. Przez ostatni tydzień w Polsce, żegnaliśmy się z znajomymi. Rafał miał wtedy urlop, dlatego ta doba fajnie nam się rozciągnęła. Pożegnania nie były ciężkie, wiedziałam że i tak wylatuje, że nie ma co płakać, na koniec świata nie wyjeżdżamy. Z resztą wyszliśmy z Rafałem z założenia, że jeżeli nasze polskie przyjaźnie są prawdziwe to żadna odległość nie będzie przeszkodą.

  W poniedziałek w południe pojechaliśmy się pożegnać z babcią i wujostwem, a na wieczór miała przyjechać moja mama z Mają.

  Do Mai kleiłam się mocno, chciałam ją przytulać, całować, nie puszczać. Natomiast do mamy byłam niezwykle oschła, surowa. Taka sfochowana Natalia stała 3 m od stołu, tak jakby się czegoś bała, chyba bałam się wtedy pożegnania. Mama była bliska wyjścia z mieszkania, taką ogromną przykrość zrobiłam jej swoim zachowaniem. Gdyby nie Robert, narzeczony mamy, to nie wiem jaki byłby koniec naszego pożegnania. Rafał jak to facet nie okazywał uczuć, no jedzie, jest mu może przykro ale tego nie okaże. A we mnie taki okropny i przykry mechanizm obronny się włączył, popłakałam się i poszłam do łazienki. Dobrze, że mama poszła za mną, tam ostro i stanowczo postawiła mnie na nogi. Cieszę się, że mimo mojego niedopuszczalnego  zachowania ona była przy mnie.
  Było mi niezwykle ciężko... pożegnanie zakończyło się uśmiechami pomalowanymi na kolor nadziei. Pewnie zapytacie o Maje, Maja super przyjęła cały ten wyjazd, cała rodzina myślała, że będzie znacznie gorzej. Także tutaj wszystko na plus. W głowie miałam tylko najbliższych, nie myślałam o Holly... może to nawet lepiej.

  W dniu wylotu mama Rafała wzięła wolne i zrobiła tak zwany "niedzielny obiad", były kluski, kurczak do tego ciasto i kawa.

Wybiła 14:00 

Czas wyjazdu na lotnisko. 

  Ubrałam buty, spakowałam torebkę, a moim oczom w kojcu ujawniła się Holka. Czarne ślepia zmartwione, że pani wychodzi... tym razem wyszła na dłuższy czas niż do sklepu. Bardzo mi było przykro, nie odczuwałam wcześniej tego, że może być mi jej brak. Nie myślałam o tym. Odkąd tutaj jestem, bardzo za nią tęsknie.

  Spadł mi wczoraj duży okruszek muffinki, kiedyś nie musiałam go podnosić, kiedyś to ona przyszła zamerdała ogonem i szybko go zwinęła. Rano nie budzi mnie ten pyszczek co widzicie na powyższym zdjęciu, nie karze się miziać po brzuszku, ani nie ucieka bo wypiła pół kawy ze stołu.
Bardzo, bardzo mi jej brak. Rafał widzi jak teraz cierpię.Wiem, że mój mąż stanie na wysokości zadania i sprowadzi ją do nas jak najszybciej, a tym czasem żyje myślą, że może za 53 dni ją zobaczę.

  Dotarło do Nas, a przynajmniej do mnie, że ona towarzyszyła mi w najgorszych i najlepszych chwilach. Jak płakałam to ona była pierwsza do tego by mnie przytulić. To właśnie ją, Rafał rozpieszczał bardziej niż mnie. Niby tylko pies, a dla nas to jak bardzo ważny członek rodziny, niezbędny puzzel w naszym życiu. Bez niego, nasz obraz rodziny jest niekompletny, nie może szczęśliwie zawisnąć na ścianie.

  Dlatego trzeba mocno zacisnąć zęby, odkuć się i zarezerwować jej bilet w najlepszym zwierzęcym transporcie jaki tylko jest możliwy.

Co do rozmowy o prace i pierwszych dniach w UK - standardowo w kolejnej części 😉

Buziaki, Natka!

You Might Also Like

1 komentarze

  1. aż się popłakałam :-( sama wyjeżdżałam kiedyś do pracy do UK i zawsze najbardziej tęskniłam za psem :-( sprawdź czy w UK nie ma kwarantanny, powodzenia :-)

    OdpowiedzUsuń

Polub nas na Facebook