Pierwsza pomoc

7/29/2017

 Nie, to nie jest tak, że blogowanie nam się znudziło, to nie jest też tak, że nam  nie zależy. Czasu nie rozciągniemy, ale z sercem na ręku obiecujemy poprawić się w Sierpniu. Taki mały wstęp, zupełnie odbiegający od tego, o czym chcielibyśmy wam dziś napisać. 


  Kilka dni temu jechaliśmy do naszej nieszczęsnej Biedronki (pisze nieszczęsnej, ponieważ można w niej znaleźć mnóstwo nieświeżego jedzenia, ale honoru trzeba im troszkę oddać, ponieważ Tortellini mają najlepsze. Pojechaliśmy do tej biedry, ja szperałam po koszach co nowego w gazetce dodali, a Rafał szukał swojego ulubionego piwa Corona- wiecie Vin Diesel i te sprawy. Z pozoru proste i szybkie zakupy zamieniły się w akcje ratunkową....


  Z Rafałem miałam już płacić za zakupy, gdy nagle jedna z dziewczyn stojących w kasie położyła głowę na taśmę. Było to dość dziwne zachowanie, ale wiecie nastolatka, każdy myślał, że się wygłupia, póki jej siostra nie zareagowała z ogromnym krzykiem. Mnie szczerze mówiąc zamurowało, nie wiem czy ona zemdlała, czy ona straciła świadomość, ale więcej szumu i paniki zrobiła Pani w kasie, która nas obsługiwała.. Fajnie, podbiegła do niej jako pierwsza, ale ja przez te panikę nawet nie wiedziałam co się dzieje, a owa dziewczynka ocknęła się w 5 sekund. W trakcie całego tego zamieszkania ja już miałam w dłoni telefon. Chciałam zadzwonić po pogotowie, ale dziewczyny się mocno przestraszyły i wybiegły na zewnątrz. 

  Na szczęście jedna z nich wróciła, by prosić o pomoc, siostra jednak nie czuła się najlepiej. Wyszłam za nią, Rafał przyniósł krzesło, podaliśmy jej wodę dzwoniąc na pogotowie...przez telefon powiedziałam standardową regułkę, gdzie się znajdujemy i co się stało z dziewczynką, następnie podałam telefon tej zdrowej siostrze, by sprawniej opisała ile mają lat i czy są na coś chore. W tym samym czasie zastanawiałam się, czy jako bliźniaczki czują, ze drugiej się coś złego dzieje.. serio, wiecie bliźniaki podobno mają jakąś taką niewytłumaczoną wieź między sobą. W tym samym momencie dostałam z powrotem telefon do ręki,  nie było kolorowo.. Okazało się, że ta druga dziewczynka (z pozoru zdrowa siostra) traci słuch, wzrok, źrenice zrobiły się jak ogromna moneta, a pół ich ciała zostało skierowane w dół, choć na nogach trzymała się sztywno.. Przestraszona wysłałam Rafała po kolejne krzesło.. to właśnie były najgorsze sekundy... Dziewczynka wyglądała jak zombie, a ja niestety się jej bałam, co nie wyklucza tego, że byłam jedyną osobą w całym gronie zainteresowanych, która jej pomagała...tak właśnie tak... jedna dziewczynka nie wie co się dzieje, dochodzi do siebie, druga straciła świadomość, a ludzie zamiast mi pomóc wolą się patrzeć. Co jest z tym narodem do cholery!!


  Nie wytrzymałam, strach mnie troszkę sparaliżował i poprosiłam kilka osób o podtrzymanie dziewczynki, bo przecież nie wiem czy zaraz się nie osunie i nie uderzy głową w ziemię. Na szczęście siostry się troszkę ocknęły, a ekspedientki wzięły je do pomieszczenia socjalnego, gdzie czekały na karetkę. Nie wiem jaki jest koniec historii, czy to była wina okropnego słońca, czy wina jakiegoś początku choroby, ale wiem jedno...


  Nabyłam dzięki temu ogromnego doświadczenia, pomimo, że sama dochodziłam do siebie po tej sytuacji pół dnia. Kiedyś z Rafałem oglądałam jak ludzie zachowują się po dziwnych narkotykach np po dopalaczach. Bałam się o swoje zdrowie, bo nie wiedziałam, czy  może właśnie coś brały i zaraz wybuchną ogromną agresją.. Wszystkiego tego naoglądałam się w TV czy na YT... zauważyłam, że to właśnie te kanały zaczynają kreować nasze wyobrażenie o rzeczywistości.. że przez takie kreowanie może mnie ktoś w sklepie nie pomoże, bo będę dziwnie wyglądać. Ja pomimo strachu pomagałam do ostatniej potrzebnej sekundy, jestem z tego dumna... ale pierwsza noc i wzrok tej dziewczynki... było źle.. nie mam słów by opisać tego wszystkiego, żadne słowo nie oddaje w pełni moich uczuć..dlatego apeluje w takich chwilach o rozwagę, spokój i OPANOWANIE, bo panika jest ostatnim uczuciem jakie jest potrzebne. Wiadomo, jesteśmy tylko ludźmi jak my nie jesteśmy w stanie pomóc, poprośmy o to osoby obok, a najlepiej jak najszybciej zadzwońmy po pomoc. 

Chcieliśmy się z wami podzielić tym doświadczeniem, może kiedyś będziecie w podobnej sytuacji i strach was nie sparaliżuje, a wasz obowiązek pomocy spełnicie jak należy. 





Pozdrawiam N i R :)









You Might Also Like

2 komentarze

  1. Brawa za odwagę i wyciągnięcie pomocne dłoni w takiej sytuacji. Ja zawsze jestem chętna by pomóc, natomiast nigdy jeszcze nie miałam takiej sytuacji, więc też nie wiem czy nie sparaliżowałby mnie strach...
    Moim zdaniem nie jest to nic dziwnego, bać się. Tylko jeżeli nie potrafimy sami pomóc, to chociaż poprośmy kogoś o pomoc, bo to może uratować komuś życie!!!
    Pozdrawiam
    Marina

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo!!! W tych czasach ciężko żeby ktoś bezinteresownie komuś pomógł nawet jeśli z kimś dzieje się coś złego. Rok temu miałam taką sytuacje że starszy Pan przewrócił się w krzaki. Wszyscy myśleli że był pijany i go omijali. Ja i Mój chłopak podeszliśmy i okazało się że Pan nie był pijany tylko zasłabł przez te upały. Daliśmy Panu napić się wody i zadzwoniliśmy po karetke. Ta znieczulica jest okropna, człowiek mógłby umrzeć na oczach tych wszystkich gapiów a oni nic kompletnie nie zrobią. Dramat :/

    OdpowiedzUsuń

Polub nas na Facebook